Fałszywi prorocy

Dom_ujka_AugustaFelieton Piotra Semki w DZ z 24.08.2014 poruszył wielu komentatorów, nie ominął też wortalu „Hanysy.pl”, gdzie refleksjami na jego temat podzielił się już „Chrisraf” (artykuł poniżej).

We mnie pisarstwo pana Semki na tematy Ślaskie budzi ambiwalentne uczucia. Z jednej strony, nie mogę odmówić autorowi erudycji i kultury wypowiedzi, z drugiej – całkowicie się z nim nie zgadzam. Do tego, przyznam szczerze – czuję do pana Semki coś w rodzaju szacunku… Może wynika to z kindersztuby jaką otrzymałem, a może bardziej z obserwacji: w końcu dyskusja pomiędzy nim, a środowiskiem śląskim trwa nie od dziś i z pewnością nie jest on najgorszym możliwym do niej partnerem (wystarczy porównać wypowiedzi uczestników debaty na temat Muzeum Sląskiego jaka odbyła się w TVP Info w styczniu 2013). Potrafi się też zachować z klasą – patrz jego spotkania ze ś.p. Michałem Smolorzem, później udział w pogrzebie p. Michała.

Cóż, nauczono mnie szacunku do kobiet i osób starszych. Pan Semka nie jest starszy, kobietą też raczej nie jest, więc na razie dosyć tej dobroci.

Czy w jego artykułach pojawia się coś oryginalnego? Nie, ciągle te same opowieści, gdzie fakty historyczne wzięte z „jedynie słusznej” historii Polski mieszają się z prawicowo-narodowymi poglądami autora: z jednej strony negowanie RAŚ jako głośnego marginesu z jednoczesnym podważaniem wyników Spisu Powszechnego, z drugiej zaś gloryfikowanie zwolenników polskiej opcji śląskości. Pan Semka, nie pochodzi stąd i jego poglądy nie różnią się istotnie od innych polskich publicystów nawet tych, pisujących w naszej, lokalnej prasie. Więcej pożytku niż dyskusja z nim, mogłaby przynieść np. wycieczka po Górnym i Dolnym Śląsku „śladami rabunkowej polityki PRL oraz II i III RP” po której zadalibyśmy pytanie: co Polska dała Śląskowi za „perłę w koronie” którą otrzymała. Ktoś może mi zarzucić powierzchowność, interesowność – ale to właśnie bieda, fatalna sytuacja ekonomiczna, ograniczanie wolności stowarzyszeń i podziały wśród ludności były jednym z głównych zapalników ruchów narodowościowych na Górnym Śląsku u progu Powstań Śląskich. O słynnej „krowie” już nie wspomnę…

Zostawmy więc już pana Semkę, bo nie on jeden przejawiał ostatnio aktywność w sprawach górnośląskich.

I tak, znany dziennikarz i były korespondent wojenny na Bałkanach Witold Gadomski w wywiadzie dla Onetu z 2. września br. nie próbuje nawet dyskutować: wprost nawołuje do aresztowania p. dr Gorzelika nazywając RAŚ typową V kolumną. W razie konfliktu (a czasy mamy niespokojne!) rzekomo gotowi jesteśmy ubrać mundury i wspomóc zbrojnie sąsiadów. Czy miał na myśli Czechów z którymi GŚ akurat graniczy, czy Niemców – tego nie wiem. Może i jednych i drugich, bo z Niemcami przynajmniej problem autostrady został już dawno rozwiązany.

Odpowiadając panu redaktorowi przyznam się, że munduru po moim Tacie niestety nie mam. Pozostała mi ino tzw. Affa po Dziadku z I wojny światowej, bo jego pikelhauba i reszta wojennych gadżetów dawno już rdza zeżarła.

Dwaj wyżej wymienieni publicyści obawiają się tego, czego nie znają. Trzeci głos pochodzi niestety od osoby z naszego kręgu kulturowego i ten, naprawdę boli.

Pani senator Maria Pańczyk-Pozdziej w odezwie zamieszczonej w DZ 3.09.2014, z właściwą sobie butą i arogancją przedstawia swój (znany od dawna) pogląd na sprawy śląskie okraszając go wstrząsającymi, wręcz kryminalnymi historiami dotyczącymi zbierania podpisów (popierających uznanie narodowości śląskiej), czy wypłat gotówki (!) za udział w „Marszu Autonomii”. Znajdujemy też listę nazwisk mniej lub bardziej prominentnych osób które pani senator lubi i szanuje, oraz nazwisko pana, zasługującego zdaniem p. senator na potępienie. Widać, że autorka nie dopuszcza myśli o istnieniu innych postaw niż ta, którą sama reprezentuje. Gloryfikując swoje zasługi w obszarze krzewienia kultury górnośląskiej (w zasadzie: polsko-górnośląskiej), jako senator torpeduje wszelkie inicjatywy pochodzące z innych niż bliskie jej sercu śląskich środowisk. Nie ma dla niej znaczenia, że uznanie „godki” jako języka regionalnego przyniesie wymierne korzyści dla regionu – w tym również finansowe. Najsmutniejsze jest jednak to, że pani Pańczyk nie spadła do Senatu z nieba, tylko została demokratycznie wybrana. Zgoda, na pewno w okręgu gliwickim (i nie tylko), jest grupa osób gotowa stanąć za nią murem – ale czy obowiązkiem senatora jest troska wyłacznie o swoich bezpośrednich wyborców (tu: 81.206 osób)?

Ale, nie jest źle! Pani Maria Pańczyk tak zatytułowała swoją odezwę:

Ślązacy, obudźcie się!”

Dyć my to właśnie robiymy, Pani Senator!

Naprawdę nie dzieje się nic…

Kalina1Wiadomość przyszła jak grom z nieba: Zerwano umowę na rewitalizację stawu „Kalina” w Świętochłowicach. W internetowym wydaniu „Dziennika Zachodniego” artykuł mówiący o tym pojawił się i znikł tak szybko, jak kamień rzucony w „roztwór nasycony” wypełniający nieckę stawu. Złe wieści jednak rozchodzą tym prędzej, im bardziej się je ukrywa. Wiedzieliśmy przecież, że coś się święci: po szumnym wejściu konsorcjum firm realizujących kontrakt, i jeszcze szumniejszej akcji propagandowej władz miasta, po ogrodzeniu terenu i wycięciu wszystkich drzew – roboty całkowicie wstrzymano. Teraz nastąpiła wojna na słowa. Do zerwania kontraktu pierwsze przyznało się konsorcjum firm realizacyjnych, tłumacząc to brakiem zapłaty za wykonane już prace (kwota sporna: 8 mln. złotych). Krótko po tym, władze miasta zapewniły (i ogłosiły w liście wysłanym do wszystkich mieszkańców) że… to one zerwały kontrakt, bo prace nie przebiegały planowo. Komu tu wierzyć? Koszt inwestycji to bagatela, 30 mln zł, z czego 80 procent miało pochodzić z pieniędzy unijnych które pewnie diabli wezmą…

Nie po raz pierwszy wystrychnięto nas na dudka.

Staw Kalina powstał po I wojnie Światowej w wyniku obniżenia się terenu na skutek eksploatacji górniczej. Był czysty, w latach 30 ub.w. funkcjonowało tu nawet kąpielisko miejskie. Jeszcze w latach 50-tych pływano w nim i łowiono ryby… potem zaczęto go zanieczyszczać, aż nastała katastrofa ekologiczna nie mająca odpowiednika w tej części Europy. Staw został zatruty tysiącami ton chemikalii o nieznanym do końca składzie z przewagą fenoli. Za winowajcę uważa się pobliskie „Zakłady Koksochemiczne Hajduki” zwane popularnie „Ritkersem” (to wielka krzywda wyrządzona panu Rütgersowi, bo za jego czasów staw był zupełnie czysty!). Z dzieciństwa pamiętam księżycowy krajobraz na sąsiadującej ze stawem od wschodu hałdzie. Chodziliśmy tam po kryjomu (za takie wycieczki groziły w doma srogie lejty poskiem po rzici!), oglądaliśmy potężne leje wypełnione bulgoczącą i dymiącą czerwono-brunatną gęstą cieczą i poniewierające się wszędzie białe płyty naftalenu. Zwłaszcza ów naftalen nas tam przyciągał: śmierdział „kulkami na mole” 1000 razy mocniej niż szrank Omy, ale za to świetnie się palił! Czasami nas przeganiano, wtedy to przyjeżdżały te okropne cysterny i zasilały nową porcją tablicy Mendelejewa ciągle nienażarte leje. Smrodu unoszącego się nad okolicą nie da się z niczym porównać, no może trochę ze stężonym środkiem do ochrony roślin, albo zapomnianym już dziś szpitalnym „lizolem”.

Co na to okoliczni mieszkańcy? Ano nic, bo ich nikt o zdanie nie pytał.

Po latach okazało się, że te ciężarówki przyjeżdżały z zakładów chemicznych całej Polski i przywoziły nie dające się nigdzie zutylizować świństwa. Tak: to właśnie hałdę przy stawie Kalina wyznaczono jako miejsce ich składowania, dając wyraz głębokiej pogardy dla mieszkańców i środowiska. Jak od dawna wiadomo, życie i zdrowie ludzi na Śląsku nie ma żadnej wartości zwłaszcza teraz, gdy pozamykano kopalnie i huty a „robotnicy-goście” wrócili w rodzinne strony. Nie uświadczysz tu żadnego „ekologa” przykutego kajdankami do drzewa – w końcu człowiek nie kumak, nie jest pod ochroną! Nigdy też nie przeprowadzono żadnych badań wpływu tego stawu na zdrowie mieszkańców (trujący staw znajduje się 250m od szkoły podstawowej!), lub dane takie skrzętnie się ukrywa jak niegdyś ołowicę u dzieci w Szopienicach.

Do tak uciążliwego sąsiedztwa można się z konieczności przyzwyczaić. Nad brzegiem spacerowano z psami, czasem zabłąkała się jakaś dzika kaczka nieświadoma tego co ją czeka, lub przeciwnie: jakiś nieszczęśnik całkiem świadomie powierzający swój ciężki żywot Panu Bogu i wodzie (?!)

Wokoło, 50m od brzegu ciągle mieszkają ludzie. Ludzie jak widać nikomu niepotrzebni, obciążający tylko budżet Państwa, ZUS, NFZ i MOPS. Tworzący kolejki do lekarzy specjalistów i wykupujących dofinansowane z budżetu Państwa leki. Zresztą, kto ich zmusza do tego żeby tam mieszkać? To nie czasy demokracji socjalistycznej, przydziałów na Syrenki, maluchy i mieszkania. Każdy jest panem własnego losu, każdy może iść, gdzie chce. A przecież jest gdzie! Mamy w pobliżu takie miejsce, bardzo piękne a oddalone zaledwie 300m na południe: cmentarz parafialny. Patriotycznym obowiązkiem wręcz, jest udać się tam jak najwcześniej.

Bo naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic – aż do końca.

(Grzegorz Turnau, sł. Michał Zabłocki)

 

Świat okiem podglądacza,czyli komu bije na dekel.

„Pan Semka konsekwentnie neguje odrębność historii Ślaska od Polski, oraz co za tym idzie, odmienne doświadczenia i w końcu marzenia. Ziemie najbardziej rozwinięte Polska przejęła po Niemcach. Także cześć ludności. I tutaj zaczyna się wspinaczka. Gdy pośród ludności polskiej np. zaboru pruskiego Czytaj dalej >>

Świat w pigułce – czyli 51 Tydzień Kultury Beskidzkiej.

DSC09205W dniu 26.07.2014 roku rozpoczął się 51 Tydzień Kultury Beskidzkiej w Wiśle.

Nasz ekipa „hanysy.pl” tam była i brała udział w licznych imprezach. Najliczniej dopisali lokalni twórcy oraz przedstawiciele rzemiosła i gastronomii. Były też zespoły regionalne z całej Polski. Wśród gości pojawili się m.in. przedstawiciele z: Orawy, Zaolzia, Kraju Basków, Chorwacji, Arabii Saudyjskiej, Ukrainy, Turcji, Bośni i Hercegowiny, Indii, Włoch, Bułgarii, Czech, Słowacji, Węgier, Kosowa, Armenii, Meksyku… Czytaj dalej >>

Strona wróciła do życia…

Witamy!

Okazało się, że nasza strona została zhakowana przez domorosłego „geniusza”, który złamał zabezpieczenia i uniemożliwił nam dalsze działanie.

Na szczęście mieliśmy kopię zapasową z której odtworzyliśmy nasz portal.

Zamieszczamy zdjęcia z naszego wyjazdu do Istebnej-Zaolzia 670 czyli do domu wypoczynkowego MARIA. Czytaj dalej >>

Poszukiwania gliwickiego orła trwają!

orzel

Podczas jednej z naszych wędrówek z cyklu „Ocalić od zapomnienia” naszą uwagę zwrócił pusty cokół i dwa metalowe haki, które znajdują się nad wejściem do Archiwum Państwowego w Gliwicach przy ul. Zygmunta Starego 8. W trakcie rozmowy z kierownikiem Archiwum dowiedzieliśmy się, że na cokole znajdował się orzeł pruski trzymający lewą łapą stary herb Gliwic, brak jest natomiast informacji kto jest jego twórcą i kiedy powstał, a także kiedy zaginął. Jedyna informacja znajduje się w artykule zamieszczonym w gliwickiej gazecie „Der oberschlesische Wanderer” z 7 sierpnia 1936 roku, a mówiącym o odkrytych w magazynie gliwickiej odlewni (dziś GZUT) modelach, wspomniany tam jest też orzeł znad wejścia do budynku Archiwum.

Czytaj dalej >>

Każdy ma swoje Waterloo…

031-Edit

Od wtorku t.j. 18.02.2014 roku – mieszkańcy Zdzieszowic mają swoje Waterloo. W tym dniu bowiem został zamordowany burmistrz Zdzieszowic Dieter Josef Przewdzing.

Cześć Jego pamięci!

 

Czytaj dalej >>

100 lat Panie Kazimierzu!

SAMSUNG DIGITAL CAMERADzisiaj, w niedzielę, swe 85. urodziny obchodzi Kazimierz Kutz, reżyser, felietonista, autor jedynej (jak na razie) książki. Człowiek, który nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Ma albo wielbicieli, albo wrogów.

Czytaj dalej >>

Byzuch u Gienka!

Jerzy cnota  (1 of 1)-6W sobotę tj. 01.02.2014 roku odwiedziliśmy wraz z Jorgusiem Cnotą- Gienka Klucznioka. Celem odwiedzin był wywiad, który Gienek wraz z Jorgusiem miał udzielić dla tygodnika WOCHENBLATT. Był z nami nasz fotograf, który uchwycił dla HANYSÓW klimat, jaki panował podczas tego „Byzucha”.

Czytaj dalej >>

Gliwicka premiera filmu CNOTA!

DSC_4913Po gliwickiej premierze filmu CNOTA jaka odbyła się w Mrowisku, dotarły do nas zdjęcia, które są dziełem Zdzisława Dańca, Wojciecha Barana i fotolabu FUJI.

Dziękujemy wszystkim za przybycie a fotografom za ich pracę! Serdeczne podziękowania należą się Restauracji DOBRA KASZA NASZA za pyszne potrawy jakimi nas uraczyła.

Czytaj dalej >>